niedziela, 28 grudnia 2014

Prologue.

  Wspaniała wieża ze szkła wznosiła się na wysokim wzgórzu, u którego zboczu rozprzestrzeniał się błękitny ocean, ciągnąc się aż po horyzont. W jego tafli odbijało się słońce wiszące wysoko na niebie które sprawiało, że wieża świeciła u szczytu góry jasnym blaskiem. Piaszczysta plaża tęskniła za śmiechem dzieci które kiedyś tutaj biegały, jak budowały zamek z piasku beztrosko spędzając swoje dzieciństwo, jak uciekali rodzicom kiedy trzeba było wracać do domów. Teraz każdy o niej zapomniał.
  Dla Huanga Zitao to miejsce było znajome. Wszystko pamiętał - dom, na którego miejscu teraz stoi szklana wieża, plaża po której biegał jako 6 latek, budując zamki z piasku i fortece, stając przy brzegu bezkresnego oceanu i uciekając kiedy zimna woda musnęła jego gołe stopy, wywołując u niego przeuroczy śmiech. Jak ojciec uczył go szybko biegać po klifach, nie zważając na to że może się poranić o ostre niczym brzytwa krawędzie skał. Od dziecka budował on w nim to, że trzeba być silnym, odpornym na ból. To miało duży wpływ na jego psychikę i na to jakim człowiekiem jest teraz.
  Szedł ostrożnie i wolno przez piaszczystą plażę, słońce niemiłosiernie raziło go w oczy, piekło w skórę jak rozpalone do białości żelazo. Krople potu zdobiły jego czoło i kark, mokre włosy przylepiały się do czoła. Jednak nie to było teraz najgorsze.
  Najgorsze było to, że dziewczyna którą kochał, która pokazała mu wszystkie wartości w życiu, która sprawiła, że zaczął czuć wszystko inaczej i wierzyć, że kochać, to nie znaczy niszczyć, a być kochanym nie znaczyzostać niszczonym*, jest teraz w szklanej wieży wznoszącej się na wzgórzu, które przed nim widniało, pokazując swoją potęgę. Nie wiedział, czy nadal oddycha, czy kiedykolwiek znowu ujrzy jej promienny uśmiech, śmiech którzy przypominał dźwięczne brzmienie dzwoneczków przez który potrafił się rozczulić. Czy zobaczy w jej zielonych oczach koloru wiosennej trawy tę radość, którą widział bardzo często i która była dla niego najważniejszą rzeczą w życiu. Próbował odciągać się od tego, jednak te myśli wtapiały się w jego skórę, chwytały milionami małych haczyków wbijając się w niego jeszcze bardziej, paliły żywym ogniem, wywołując ból. Cholerny ból którego nie mógł znieść.
  Zostawił wiadomość Sehunowi oraz Darze o swoich zamiarach. Nie wiedział czy odczytali jego wiadomość, czy będą w stanie go zrozumieć - kiedy ona zniknęła, cała Concilium odczuła ogromną pustkę, wszędzie były wysyłane patrole, Cassie wysłała zawiadomienie do Blair, głównego rządu i pomimo tego że wzmocnili poszukiwania - ślad po niej zaginął. A tylko on, jeden jedyny wiedział gdzie może być. I zamierzał zrobić wszystko, by ją odnaleźć.
  Martwą, czy nie.

  Jego oddech był ciężki kiedy chwytał się ostatniej skały, podnosząc się do góry. Znajdował się kilka metrów nad morzem, wiedział, że gdyby teraz się puścił, poddał, ocean pochłonąłby go w swoją ciemną otchłań. Może to nawet i dobrze.
  Wstał, otrzepując czarne spodnie z piachu i kurzu. Był wykończony, nie wspinaniem - ale myśleniem o niej. O brunetce która nieodwracalnie odmieniła jego życie na lepsze. Ostrym spojrzeniem lustrował budowlę, która znajdowała się przed nim na wyciągnięcie ręki. Czuł niewyobrażalny ból oraz złość, która płynęła w jego żyłach nie dając o sobie zapomnieć. Musnął opuszkami palców wysadzoną diamentami rękojeść jego miecza, przesunął ostrożnie po jego klindze na której było wyryte "Sic semper tyrannis", i chwycił go ostrożnie w dłonie, wyjmując zza pasa. Trzymał go pewnie, jak prawdziwy Wojownik Cieni, demonów które są obecne wszędzie, wysysając całą energię świata.
  Ruszył wolnym krokiem, rozglądając się dookoła. Wśród drzew oraz krzaków tańczyły żywo cienie rzucane przez liście. Cichy szmer woda rozbijającej się o brzeg oraz śpiew ptaków grających wysoko w koronach drzew dobiegał do jego uszu, sprawiając że jego czujność wzmocniła się jeszcze bardziej.
  Stanął niepewnie przed dużymi drzwiami wykonanymi z mahoniowego, ciężkiego drewna. Wokół nich wił się pozłacany wzór tworząc cienką siateczkę. Podniósł niepewnie dłoń i przyłożył ją do drzwi, badając ostrożnie ich fakturę. Dało się wyczuć wykute wzory które jednak były niewidoczne dla oczu, zupełnie tak jakby ktoś rzucił na nie czar. Wodził ręką po całej ich powierzchni, niepewnie, powoli. Z przyspieszonym oddechem chwycił pozłacaną klamkę, modląc się w duchu żeby udało mu się wejść do środka. Nacisnął ją i naparł całym swoim ciałem, mając nadzieję że się uchylą. Nic z tego. Warknął cicho pod nosem biorąc do ręki swoją stelę. Podniósł ją drżącą ręką do góry, przykładając jej czubek do ciemnego drewna. Zwinnym i zdecydowanym ruchem nakreślił na nich znak,
  Ciężkie skrzypnięcie zasygnalizowało że znak zadziałał, a po chwili drzwi lekko się uchyliły. Uderzyło w niego zimne powietrze wpijając się w jego ciało tysiącami małych igiełek, a wzdłuż jego kręgosłupa przebiegł nieprzyjemny dreszcz, przeszywając go całego od stóp do głów. Wpełznął zgrabnie jak kot przez szczelinę.
  Przed jego oczami rozprzestrzeniał się obraz jak z bajki. W środku wszystko było ze szkła tak jak na zewnątrz, gdzie tylko by nie spojrzał był w stanie ujrzeć swoje odbicie. Kryształowe żyrandole wisiały wysoko, bujając się pomimo braku wiatru. Po prawej stronie znajdowały się trzy korytarze które ginęły w ciemnych czeluściach mroku. Wiedział, że któryś z nich zaprowadzi go do niej. Tylko który. Zamknął oczy próbując się skoncentrować. Wieża jest ogromna, ale wiedział że nie ma nic do stracenia.
  W końcu, jaki jest sens istnienia bez osoby która nadaje temu sens.

  Szedł, oświecając sobie drogę stelą, która dawała jasne światło. Rozglądał się dookoła, śmierdziało tu stęchlizną. Serce biło w szalonym tempie, obijając się boleśnie o jego klatkę piersiową. Szedł z cichą nadzieją osadzoną głęboko w jego sercu. Z nadzieją która póki co tylko go utrzymywała przy życiu.
  Po długim czasie dało się zauważyć blask, który raził go w oczy. Jasne światło sączyło się przez otwarte drzwi, oślepiając go doszczętnie. Podniósł dłoń by zakryć oczy, i szedł po omacku, patrząc tylko pod siebie.
  Gdy w końcu dotarł do drzwi mógł opuścić rękę. Zacisnął mocniej dłoń na steli, i wchodząc, upewnił się jeszcze że ma przy sobie miecz.

  Stał w szoku. Znajdował się teraz w ogromnej sali zrobionej ze szkła, gdzie na ścianach wisiały białe suknie. Przynajmniej wydawało mu się, że to są suknie. Wysoko osadzone były śnieżnobiałe kwiaty spływając po gładkiej powierzchni jak wodospad. Tak jak wcześniej, tutaj także wisiały kryształowe żyrandole, bujając się w rytm tylko im znanej melodii.
  Usłyszał ciche kroki. Odwrócił się w stronę skąd dochodziły, a kiedy zobaczył znaną mu postać, zamarł w miejscu.
  Czuł jak traci grunt pod nogami, jak w tym momencie szaleńczy krzyk chce wydostać się na zewnątrz, jak jego serce pęka na pół. Przed nim stała ona. Julia Carstairs, jednak to nie była jego Julia. Czuł jak mocniej zaciska dłoń na steli, jak próbuje się uspokoić.
  Ciemne loki koloru czekolady spływały kaskadą po jej ramionach, podkreślając jeszcze bardziej jej bladość. Była ubrana w białą suknię taką, jak te wiszące na ścianach. Przeszywał ją przerażonym spojrzeniem, cofając się do tyłu. Na wychudzonych rękach i nogach widniały ciemnofioletowe plamy, niektóre siniaki były już żółte. Miała pociętą skórę, w niektórych miejscach jeszcze ściekała świeża stróżka krwi.
  Przeniósł swój wzrok na jej twarz. Miała pusty wyraz twarzy, bladą cerę, worki pod oczami. Patrzyła na niego czarnymi oczami które kiedyś były zielone. Nie ruszała się, stała jak posąg. W tym momencie nie wytrzymał, jego przerażony krzyk wypełnił całe pomieszczenie, łzy zaczęły spływać po policzkach. Stela wypadła mu z ręki tocząc się z cichym brzdękiem po szklanej podłodze. Mimowolnie ugięły się pod nim kolana jakby ktoś go ściął z nóg. Nie mógł na nią patrzeć. Nie chciał. Nadzieja która do tej pory trzymała go przy życiu zniknęła, bezpowrotnie. Cały czas krzyczał, a ona nie reagowała nawet mrugnięciem oczu.
  Wiedział, że ją stracił, kiedy usłyszał donośny, znajomy śmiech.
  Kiedy kogoś kochasz, jesteś w stanie oddać za niego wszystko.





_____
Witam wszystkich.
Ogólnie rzecz ujmując, mam pewne wątpliwości co do prowadzenia tego bloga. Dlaczego? Otóż wiem, że wszystkie, a raczej większość kpoperek uwielbia yaoi i takowe pisze, i nie wiem czy raczej zainteresowałoby je fanfiction na zasadzie ona - jej bias, ulti. Ja jednak postanowiłam takie coś napisać, pod nagłym przypływem inspiracji wynikającej z przeczytania 4 rozdziałów Miasta Niebiańskiego Ognia, które kocham nad życie, i właśnie to ff jest między innymi inspirowane twórczością Cassandry Clare.
Co mogę jeszcze więcej napisać, mam nadzieję że wam się spodobało i bardzo gorąco proszę o komentarze ze szczerzą opinią, ponieważ dają one kopniaka do dalszego pisania.
Pozdrawiam, Julcia.

7 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem. Bardzo spodobał mi się ten rozdział. Oprócz kilku bardzo drobnych błędów stylistycznych nie mam się do czego przyczepić. :3 Zapowiada się ciekawa historia. Kocham Clare <3
    btw. masz świetną narrację *^*
    @THRISH96

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się spodobało twoje ff. Mogła byś mnie informować na tt?
    /cattinex

    OdpowiedzUsuń
  3. Okej, zacznę od tego, że opowiadania hetero zupełnie mi nie leżą, ale to wydaje się być całkiem dobre. Mam na myśli to, że wybrałaś tematykę, którą uwielbiam ponad wszystko, więc możesz być pewna, że będę niecierpliwie czekała na to, co będzie dalej :D oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie doczepiła się paru nieistotnych błędów stylistycznych, ale jak napisałam - błędy nie są istotne, kiedy fabuła i wykonanie są dobre. W ogóle Tao i miecz, help. Biasuję Huanga od niapamiętnych czasów, ale nigdy nie wyobrażałam go sobie w takiej roli, wytworzyłaś w mojej głowie nową wizję Tao *o* chyba przełamałam właśnie moje uprzedzenia do opowiadań nie-yaoi ;-; tylko tak trzymaj i się nie poddawaj, bo to, że czytelnicy wolą yaoi niekoniecznie jest oznaką tego, że nie opłaca się próbować czegoś nowego ^^
    화이팅!~

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tam mogę czytać kpopowe ff nie yaoi i sama takie pisałam. Nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że jest ciekawie pisane.
    Prolog jest ciekawy. Zwłaszcza ten budynek ze szkła. To jest ciekawe. I jeszcze to, co stało się z tą dziewczyną... intrygujące.
    Jednak zawsze muszę trochę skrytykować. Nie tylko błędy stylistyczne, z którymi sama mam problem, ale również błędy interpunkcyjne oraz powtórzenia drobne. Wiem, że nigdy nie będzie idealnie i sama nie piszę perfekcyjnie. Też robię błędy, ale ktoś inny je prędzej zauważy niż autor własnego opowiadania. Czekam na rozdział pierwszy!
    Życzę weny i powodzenia.
    Pozdrawiam!

    http://dragon-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się naprawdę ciekawie! Nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału. Życzę Ci dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisz dalej bo ci to wychodzi, nie zrażaj się pisanie hetero jest czasem trudniejsze niż yaoi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na rozdziały, hwaiting ^^

    OdpowiedzUsuń